Zaginęła żona policjanta, który pomagał w poszukiwaniach Madzi z Sosnowca - co się stało?

Małgorzata
5 miesięcy temu
Zaginęła żona policjanta, który pomagał w poszukiwaniach Madzi z Sosnowca - co się stało?
9
FB Udostępnij na Facebooku
Na początku 2012 roku cała Polska żyła porwaniem małej Madzi i apelami jej załamanej matki do porywaczy. Kobieta ze łzami w oczach błagała o zwrócenie jej dziecka osoby, które według jej słów uprowadzili dziewczynkę. Dopiero później okazało się, że to wszystko było wyreżyserowane, a Katarzyna W. kłamała.

Katarzyna W. zeznała, że nieznany jej mężczyzna śledził ją, gdy spacerowała ze swoją 6-miesięczną córeczką. Następnie ogłuszył ją i porwał dziewczynkę. Sprawa od razu została nagłośniona w mediach i cała Polska zaangażowała się w poszukiwania małej Madzi współczując jednocześnie rodzinie. Dopiero detektyw Rutkowski wyznał, że matka okazała się kłamczynią, która udusiła i zakopała ciało dziewczynki w parku w swoim rodzinnym mieście. Zbrodnia, której się dopuściła zapisała się na kartach polskiej kryminalistyki, a proces trwał długie miesiące. Śledczy musieli ustalić, czy Katarzyna W. działała z premedytacją i czy ktoś jej w tym pomagał. W 2014 roku zapadł wyrok – kobietę skazano na 25 lat pozbawienia wolności w zakładzie karnym w Krzywańcu.
 


 

Zagadkowe zniknięcie.

Marek G. był policjantem, który jako pierwszy pojawił się na miejscu zbrodni i zaangażował się w poszukiwania Madzi. Zaledwie pół roku po rzekomym zaginięciu dziewczynki zniknęła żona policjanta. On sam stwierdził, że pewni uciekła za granicę zostawiając go samego z dzieckiem. Jednak prawda okazała się brutalna. Marek G. zainspirowany zbrodnią Katarzyny W. zabił swoją żonę. W Sądzie Okręgowym w Katowicach dobiega końca proces mężczyzny, który jest oskarżony o zabójstwo małżonki.

Oskarżyciel twierdzi, że Marek G. marzył o rozpoczęciu nowego życia, ale partnerka mu w tym przeszkadzała, a nie wiedział, jak się z nią rozstać. W jego głowie powstała brutalna koncepcja w jaki sposób mógłby pozbyć się żony ze swojego życia.

Według śledczych wszystko zapewne by się nie udało gdyby nie błąd, jaki popełnił policjant – aby uwiarygodnić swoją historię wysłał pocztą telefon żony do hotelu w Monachium. Pomylił się on jednak w adresie i przesyłka wróciła ponownie do Polski, gdzie 12-miesięcy przeleżała na poczcie, a następnie trafiła w ręce policji. Dowód ten całkowicie pogrążył Marka G. Nie przyznał się on jednak do winy, a ciała ofiary do dnia dzisiejszego nie odnaleziono. Rodzina zaginionej jest jednak pewna, że kobieta nigdy nie zostawiłaby ukochanego dziecka.

Markowi G. grozi do 25 lat pozbawienia wolności, a w momencie odnalezienie ciała jego żony może wzrosnąć do dożywocia.

 

źródło: popularne.pl  I  fotografie: popularne.pl
Udostępnij na Facebooku