W Krakowie terapeuta "uzdrawiał" seksem

Małgorzata
2 miesięcy temu
W Krakowie terapeuta
4
FB Udostępnij na Facebooku
Choć ciężko to sobie wyobrazić, ta historia naprawdę miała miejsce i to w Polsce, a dokładniej w Krakowie. Jeden z tamtejszych bioenergoterapeutów (tak mówił o sobie samym) wykorzystywał seksualnie swoje dwie klientki – 48-letnią matkę i jej 26-letnią córkę. Nie wykluczone, że pokrzywdzonych osób, które korzystały z usług 62-letniego „uzdrowiciela” jest dużo więcej. Rzecznik poinformował, że śledczy docierają już do innych kobiet, które korzystały z pomocy mężczyzny.
Pierwszą z dwójki kobiet, która została pacjentką bioenergoterapeuty, była 26-latka. Dziewczyna dostała kontakt do „uzdrowiciela” od swojej koleżanki. Zanim jednak udała się na wizytę, postanowiła dowiedzieć się o mężczyźnie i jego usługach trochę więcej.

W tym celu przejrzała stronę internetową, gdzie terapeuta przekonywał o skuteczności swoich metod. Metod, które miały pomóc rozwiązać problemy zarówno duchowe, jak i choroby somatyczne. Uwagę dziewczyny zwróciła także wygórowana cena jednej wizyty, która wynosiła kilkaset złotych, a wizyt miało być kilka, przez co pozwoliła sobie założyć, że usługa zostanie przeprowadzona na naprawdę wysokim poziomie. Nic nie wskazywało na to, że mogłoby być inaczej. W konsekwencji do „cudownego uzdrowiciela” postanowiła zabrać również swoją 48-letnią matkę.


Sposób, w jaki przebiegała wizyta, przechodzi wszelkie oczekiwania. Jak wynika z zeznań obydwu kobiet, które złożyły dopiero po roku od zdarzenia, najpierw mężczyzna je dotykał, a później z każdą z nich odbywał stosunek płciowy. Żadna z kobiet nie przyznała się drugiej, do tego, co stało się za zamkniętymi drzwiami.

Dopiero po dwunastu miesiącach 26-latka nie wytrzymała i o swoim „leczeniu” opowiedziała matce. 48-letnia kobieta również opowiedziała o swoich przeżyciach córce. W konsekwencji obie panie zdecydowały się złożyć zawiadomienie o seksualnym wykorzystaniu przez "uzdrowiciela" ze stolicy małopolski. 

Mężczyźnie postawiono zarzuty doprowadzania podstępem osoby do stosunku płciowego oraz poddania się innej czynności seksualnej. W konsekwencji zastosowano wobec niego dozór policyjny. 62-latek otrzymał również zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych, kontaktowania się z nimi, a także nakaz zaprzestania jakiejkolwiek działalności bioenergoterapeutycznej. Za takie traktowanie kobiet grozi mu od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.

Patrząc na to, co działo się w gabinecie terapeuty, nasuwa się jedno pytanie, czy 62-latek myślał, że prawda na jego temat nigdy nie ujrzy światła dziennego? A może liczył się z tym, że w końcu trafi w ręce policji, ale kompletnie się tym nie przejmował? Jak myślicie? A czy Wam, jako klientom pasowałoby takie traktowanie?




źródło: popularne.pl  I  fotografie: popularne.pl

Udostępnij na Facebooku