Piloci otrzymali od kobiety ciasteczka do których dołączony był list

Małgorzata
3 miesięcy temu
Piloci otrzymali od kobiety ciasteczka do których dołączony był list
8
FB Udostępnij na Facebooku
Aby zostać pilotem należy przejść wiele wymagających testów. Ponadto piloci muszą być osobami o silnym charakterze, ale okazuje się, że są również empatycznymi ludźmi.
Chad to pilot, który postanowił podzielić się z innymi osobami historią, która mu się ostatnio przydarzyła.

„Każdy wie, że najbardziej cieszą nas prezenty, których się nie spodziewamy. To wszystko wydarzyło się w przeddzień Wigilii, około 17.30. Leciałem wtedy z Atlanty do Macon. Wchodząc na pokład wiedziałem, że rodzina czeka na mnie, ale cóż, ktoś musi pracować, by inni bezpiecznie i na czas dotarli do swoich rodzin.
 

Przedświąteczna atmosfera udzieliła się także stewardessom i nie dopilnowały jednego z pasażerów. Do kokpitu wszedł dziewięcioletni chłopiec. Gdy zauważył, że już zorientowałem się, że tam jest, speszył się i uciekł, ale zawołałem go z powrotem. Bardzo przypominał mi mnie samego, gdy byłem chłopcem. Jak jemu dziś, tak mnie wtedy błyszczały oczy, gdy po raz pierwszy zajrzałem do kabiny pilotów. Teraz chyba trochę żałowałem wyboru zawodu… Byłem bardzo młody, a to miały być moje pierwsze święta poza domem, bez najbliższych. Nie robiłem niczego specjalnego, po prostu transportowałem ludzi, ale widząc emocje na twarzy tego chłopca, na nowo coś we mnie odżyło."
 

"Sam, bo tak miał na imię, bardzo przeżywał to, że jest w kokpicie, że nie miałem sumienia kazać mu wracać na miejsce, chociaż wiedziałem, że za chwilę przyjdzie kapitan. Ku mojemu zaskoczeniu, przełożony nie skomentował obecności chłopca i pozwolił mu zostać na czas przygotowań do startu. A nawet poprosił go by samodzielnie wcisnął kilka przycisków, czym wywołał największy uśmiech na buzi dziecka jaki w życiu widziałem.

Kiedy musiał już wyjść, Sam złożył nam życzenia wesołych świąt i powiedział, że to był najwspanialszy dzień w jego życiu. Zrobiło nam się przyjemnie."


 

"Następnego dnia wracaliśmy do Atlanty. Przygotowywaliśmy się do pracy, gdy podszedł do nas jeden z pracowników lotniska i powiedział, że jakaś kobieta z wczorajszego lotu zostawiła dla nas prezent i poprosiła, aby nam podziękować za to, że jej synek mógł zobaczyć kabinę pilotów. Ponoć o niczym innym nie mówił! Z uśmiechem przyjęliśmy pudełko z domowymi ciasteczkami. W kokpicie kapitan sięgnął po ciastko i zajadając się nim zobaczył, że do ciastek dołączony jest list."
 


 

"Panowała cisza, gdy Kapitan przebiegł wzrokiem po literach i nagle zupełnie nienaturalnym głosem powiedział, że nasz gość ma raka…
 
Po czym zaczął czytać na głos: 
 
Szanowni Panowie Piloci,
 
z całego serca dziękuję za to, że mój syn, Sam mógł wejść do kokpitu, aby zobaczyć, jak pracujecie. Sam choruje na nowotwór i przechodzi terapię w Memphis. To był jego pierwszy lot do domu od bardzo dawna. Sam uwielbia samoloty, więc chciałam, żeby miał okazję jeszcze raz polecieć, bo prawdopodobnie więcej nie będzie miał takiej możliwości. Lekarze szacują, że Samowi zostało jedynie kilka miesięcy życia. Zawsze marzył, że gdy dorośnie to będzie pilotem i dzięki Wam w jakiś sposób mógł być blisko swojego marzenia. Daliście mu wymarzony prezent na święta – przeżył najlepsze doświadczenie swojego życia.
Zawsze będę Wam za to bardzo wdzięczna. Dziękuję!”


Czasami naprawdę niewiele trzeba, aby pomóc komuś, nawet nieświadomie spełnić marzenie.
 

źródło: popularne.pl  I  fotografie: popularne.pl, fly4free.pl
Udostępnij na Facebooku