Odnaleziono Polkę ze zdjęć! Szczęśliwy finał poszukiwań!

Małgorzata
tydzień temu
Odnaleziono Polkę ze zdjęć! Szczęśliwy finał poszukiwań!
6
FB Udostępnij na Facebooku
Historia znalezionego pod wodą w Grecji aparatu ma szczęśliwy finał! Dzięki akcji "DW" na Facebooku odnalazł się jego właściciel.

Zadzwonił do mnie syn z pytaniem, czy przypadkiem nie zgubiłem aparatu. Zapytałem, skąd wie? Szukają ciebie przez internet – powiedział. -Właściwie to szukali mojej żony. Jak wszedłem do sieci, nie mogłem uwierzyć w to, co widzę – ona była wszędzie – opowiada właściciel aparatu, który z racji wykonywanego zawodu unika mediów społecznościowych. – Zadzwoniłem natychmiast do żony. Kiedy usłyszała całą tę historię, zaczęła się śmiać w głos – mówi mężczyzna.

Wszystko zaczęło się w październiku 2018

Byłem z żoną na rajskiej plaży w Matali na Krecie. Znajomy płetwonurek wyłowił z wody imponującą muszlę. Dodał, że pod wodą widział też kamerę, ale utknęła między skałami na głębokości ok. trzech metrów. Była tak zaklinowana, że nie był w stanie przesunąć jej nawet o milimetr – opowiada Phil, mąż Sue, dziennikarki "Deutsche Welle". – Zaintrygowało mnie to. Następnego dnia postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. I udało się – dodaje. 

Phil zabrał aparat do domu, wysuszył, a kartę SD podłączył do komputera. Z dat na zdjęciach wynikało, że aparat przeleżał w wodzie morskiej ponad miesiąc! Dobrze byłoby odszukać właścicieli – pomyślał. Przecież na karcie były czyjeś wspomnienia. 

Phil (komentator Bundesligi) porozmawiał o tym z Sue, która poprosiła o pomoc polską redakcję "Deutsche Welle". Intuicja nie zawiodła! 

Potęga mediów społecznościowych

W internecie zawrzało. Post o poszukiwaniu kobiety ze zdjęcia miał ponad półmilionowy zasięg i niemal dwa tysiące udostępnień.

"Ale super! Dajcie znać jak właściciel się odnajdzie! Super! – Kibicuję! Megafajnie ze strony znalazcy!" – pisała Justyna. "Życzę odszukania właścicieli aparatu i super sprawa, że ktoś się tak zaangażował. Super niespodziankę będą mieli"– komentowała Joanna. Inni sugerowali również, że to fikcja i wulgarna akcja reklamowa producenta aparatu. "Spamowcy dajcie sobie spokój z głupimi komentarzami" – bronił akcji internauta Paweł.

48 godzin później dostajemy wiadomość: „Dzień dobry. (…) Aparat należy do mnie, a na zdjęciu jest moja żona".
 

To było ostatnie zdjęcie

To było dosłownie ostatnie zdjęcie, jakie chcieliśmy zrobić sobie na koniec podróży do Grecji – tłumaczy właściciel aparatu. – Postawiłem kamerę na głazie graniczącym z wodą, tuż przy piasku i włączyłem samowyzwalacz. Poszedłem do żony, która czekała na mnie w wodzie. Flesz. Wracam po sprzęt. Były fale, ale nic, naprawdę nic nie zapowiadało tego, co zdarzyło się za chwilę.

Fala na moich oczach dosłownie wessała sprzęt. Rzuciłem się do wody, przekonany, że znajdę go w promieniu metra. Woda była tak mętna, piana zmieszana z piaskiem, nieprzejrzysta; nie miałem najmniejszych szans. Nie dawałem za wygraną i po chwili wróciłem w to miejsce ze sprzętem do nurkowania. Dobre pół godziny przeszukiwałem dno. Bez skutku. Poddałem się, chociaż szkoda mi było utraconych zdjęć. Następnego dnia zadzwoniłem nawet do baru na tej plaży, zostawiłem namiary na siebie. Nie miałem jednak wielkich nadziei. Wróciliśmy do Polski – relacjonuje mężczyzna.

I po co ten hejt?

Powiem szczerze: byłem zażenowany niektórymi komentarzami pod postem. Czy ludzie naprawdę nie zdają sobie sprawy, że ich komentarze mogą być krzywdzące? – pyta retorycznie właściciel aparatu. Niektórzy internauci wypowiadali się o jego żonie w dość nieprzyjemny sposób. Pod postem ze zdjęciem atrakcyjnej blondynki na tle lazurowego morza pojawiały się wpisy o "skoku w bok” i innych towarzysko-seksualnych roszadach.

Na szczęście tuż po akcji pojawiły się i takie komentarze: "Gratulacje!!! – Wpisałem początkowo bardzo negatywny komentarz, który skasowałem" – pisze internauta, nawiązując do sytuacji, gdy podczas transmisji telewizyjnej z Giro d'Italia kamerzysta z helikoptera pokazał parę opalającą się na plaży. Mąż dziewczyny, który śledził relację z wyścigu, był bardzo zaskoczony, widząc żonę w towarzystwie innego mężczyzny...

Chciałbym podziękować wszystkim internautom, którzy pomogli nas znaleźć. I chciałbym odwdzięczyć się Philowi i Sue. To niezwykłe, co zrobili - mówi właściciel aparatu. 

Jestem przeszczęśliwy! Mam nadzieję, że ktoś zrobiłby dla mnie to samo – zakończył znalazca aparatu.



źródło: onet.pl  I  fotografie: onet.pl

Udostępnij na Facebooku