"W tym roku nie będzie Świąt. Nie będę ponownie kucharką i sprzątaczką." [LIST]

Małgorzata
1 miesięcy temu
3
FB Udostępnij na Facebooku
Ostatnio każdy mówi i pisze o równości płci, podziale obowiązków, o tym że kobiety nie muszą być sprzątaczkami i kucharkami dla całej rodziny. Czytam to i zgadzam się z tym, ale potem przychodzą Święta i nawet nie wiem kiedy, staję się kurą domową.
Jestem żoną i matką dwójki dzieci, oraz pracownikiem na etacie. Zawsze kochałam Boże Narodzenie, ale dochodzę do wniosku, że tak naprawdę trudno mi poczuć radosną atmosferę i rozkoszować się migoczącymi światełkami, bo przez większość czasu martwię się, czy zdążę ogarnąć cały przedświąteczny bałagan. Od kilku lat próbuje włączyć w przygotowania partnera i dzieci, ale i tak mam wrażenie, że cała logistyka leży na moich barkach. Jeśli nie wyznaczę rodzinie obowiązków i nie powiem dokładnie co i jak mają zrobić, to święta się nie odbędą.

Mąż wyznaczył sobie "męskie zadania" czyli kupno choinki i przystrojenie balkonu światełkami. Jednak zakupy z supermarketu targam ja, bo przecież lepiej wiem co trzeba kupić, jakie produkty wybrać. Mam też wrażenie, że mój mąż nadal wierzy w Świętego Mikołaja i w to, że prezenty same trafiają pod choinkę. Przecież on się na tym nie zna, nie wie co kupić. Dlatego to ja wybieram i kupuję prezenty biegając spocona po zatłoczonych centrach handlowych - dla dzieci, moich rodziców, a nawet dla teściów.

Jeśli chodzi o sprzątanie sprawa wygląda nieco lepiej, bo tutaj udało mi się przeforsować jako taki podział obowiązków. Jednak nadal w nerwowej atmosferze na dwie godziny przed Wigilią muszę krzyczeć na dzieci, żeby wreszcie odkurzyły salon.

Po prostu czasem mam wrażenie, że tylko mi zależy na tym, żeby Święta się odbyły, żeby było czysto, 12 potraw na stole i cudnie przystrojona choinka. Potem mam do siebie pretensję, że sama jestem sobie winna, bo przez lata przyzwyczaiłam rodzinę, że pomarudzę, pomarudzę, a i tak zrobię wszystko. Okazało się, że rozmowy, prośby, metoda małych kroków i dzielenie obowiązków nie działają.

Czara goryczy przelała się, gdy w zeszłym roku wkurzyłam się na to, że zostałam sama z gotowaniem, a moja nastoletnia córka rzuciła, żebyśmy zamiast tego zamówili catering.

Dlatego w te Święta postanowiłam rzucić fartuchem. Jeśli takie jest ich podejście to proszę bardzo, zamawiamy catering, nie myjemy okien, nie ubieramy choinki. Oczywiście jest mi strasznie przykro, ale wiem, że jeśli nie postawię sprawy na ostrzu noża, to nic się nie zmieni. Na razie rodzina chodzi naburmuszona i obrażona, pewnie myślą, że tylko tak gadam, ale zmienię zdanie. Jednak nie dam się złamać, nawet jeśli w tym roku zmarnujemy Święta, to może warto je poświęcić, po to żeby w przyszłości coś się zmieniło.



źródło: ofeminin.pl  I  fotografie: ofeminin.pl, party.pl

Udostępnij na Facebooku