Te dzieci miały w domu prawdziwe piekło - jadły z psiej miski, szczekały i warczały

Małgorzata
6 dni temu
Te dzieci miały w domu prawdziwe piekło - jadły z psiej miski, szczekały i warczały
2
FB Udostępnij na Facebooku
O sprawie, o której będziemy pisać zrobiło się głośno po zaginięciu dwunastoletniego Daniela. Chłopca odnaleziono, ale tuż po tym na światło dzienne zaczęły wychodzić przerażające fakty z życia jego rodziny.
Wszystko zaczęło na jaw wychodzić 13 listopada w Izdebkach na Podkarpaciu. To właśnie tam mieszkał i zaginął 12-letni Daniel. Ostatni raz nastolatek był widziany pod domem babci. Chłopiec bawił się przed domem. Nagle ślad po nim zaginął. Przepadł w trudno dostępnym i górzystym terenie. W chwili zaginięcia miał na sobie tylko cienki sweterek, a w lesie spędził aż dwie noce. Do jego poszukiwań zaangażowanych było wiele osób i służb. Pojawił się także helikopter oraz drony termowizyjne.


Ostatecznie chłopiec na szczęście się odnalazł i wszyscy bardzo się z tego ucieszyli. Niestety, radość została zniknęła, gdy w domu 12-latka odkryto coś strasznego. Na pierwszy rzut oka wydawało się tylko, że to zaniedbany budynek. Okazało się, że mimo ubiegłorocznego remontu, który sfinansowała gmina, był on w naprawdę strasznym stanie. Panowała w nim pleśń oraz brud. W takich właśnie warunkach spały dzieci. Na łóżkach maluchów była ziemia, błoto, okruchy oraz ubrania.

Odnaleziona w rodzinnym domu Daniela zakrwawiona bielizna jego siostry, wskazywała na to, że dochodzi tam do wykorzystywania seksualnego. Teraz okazuje się, że była to zaledwie kropla w morzu piekła, jakiego doświadczyły dzieci z tej wielodzietnej rodziny. Skala dramatu, jaki rozgrywał się za zamkniętymi drzwiami domu 12-latka, jest trudna do wyobrażenia.

Wiele kolejnych, niepokojących rzeczy ujawnili dziennikarze stacji TVN. Krewna rodziny, w rozmowie z redaktorami programu „Uwaga” mówiła:

"Nie da się opisać słowami tego, co tam się działo. To było piekło. W tym domu jest dziesięcioro dzieci. Było też kilka poronień, co najmniej trzy. Przed ślubem były kolejne trzy, ale wywołane bez wiedzy lekarzy. My, jako rodzina gubiliśmy się, kiedy ona jest w ciąży, a kiedy nie. Były plotki, że pod płotem zakopali te dzieci z poronienia. To wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami. Dla nich nie były ważne dzieci, ale pieniądze."
 


 

Dzieci, które wychowywało małżeństwo, były zaniedbane i pozostawione same sobie. Kobieta opisała nawet, że zdarzyło się, iż jedno z niemowląt w tym domu spało we własnych wymiocinach, bo nikt nie zmienił mu ubranek i nie posprzątał wózka. Dodaje też, że maluchy te były w po części wychowywane przez psa, co było widoczne w ich zachowaniu.

"Jeżeli pies dostał jedzenie, to dzieci szły i jadły. (…)Niektóre dzieci nie mówią, tylko szczekają. Szczekają, warczą, bo one przebywały z tym psem."

 

Niektórzy z mieszkańców wiedzieli, że w tym domu dzieje się coś bardzo złego. Jeden z nich w rozmowie z „Kurierem Lubelskim” powiedział, że był świadkiem tego, jak 37-letni ojciec bił starsze dzieci. Podkreślił, że w koncie budynku stał kołek, który był do tego używany. 

Ponadto, zdradził także, że w tym domu nie było zdrowych dzieci. Każde z nich było w jakimś stopniu upośledzone. Zaznaczył jednak, że nikt nie wie, dlaczego tak jest, ale zasugerował, że sami rodzice mogli się do tego przyczynić w jakimś stopniu.

Dzieci zostały już odebrane rodzicom. Ich ojciec, 37-letni Krzysztof S. znajduje się w areszcie i usłyszał zarzuty dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci.



źródło: popularne.pl  I  fotografie: popularne.pl

Udostępnij na Facebooku